1. Seksualność (płciowość) człowieka nie obejmuje każdej dziedziny życia, wbrew pseudonauce wypromowanej swego czasu przez Freuda. Wszechogarniający człowieka pogląd na integralizm seksualności z innymi dziedzinami życia prowadzi do przecenienia tej sfery życia człowieka. Życie płciowe jest bowiem tylko jedną ze sfer, całkowicie rozdzielną od innych i w swojej odrębności stworzoną w zasadzie wyłącznie po to, by rodzaj ludzki się rozrastał. Potomstwo nie jest skutkiem ubocznym seksu, jak chcieliby niektórzy współcześni myśliciele, ale zwyczajną, naturalną konsekwencją. Trzeba rzec, że ludzie po to uprawiają seks, by spłodzić i urodzić dzieci.
2. Jak jednak wskazuje ks. Zygmunt Baranowski (Małżeństwo, s. 14-15, Poznań 1955), "są pewne małżeństwa, które mnożą istnienia ludzkie bez miary i liczby, nie dbając o to, czy mogą im zapewnić odpowiednie wyżywienie i wychowanie oraz nieco szczęścia życiowego. Człowiek przecież na to ma rozum i wolną wolę, aby umiał nałożyć swoim popędom hamulce, a nie pójść za każdą zachcianką i każdym porywem zmysłów.
3. Trudno żądać od małżonków, aby żyli z sobą jak brat z siostrą. Ale przecież jest możliwe, że małżonkowie po dłuższym pożyciu, mając już kilkoro dzieci a nie chcąc mieć dalszych objawiają wzajemną miłość w czułościach nawet zmysłowych, które jednak trzymają się w bezpiecznych granicach i nie posuwają się do ostateczności. Dla ludzi samotnych [nie w małżeństwie - przyp. Brat Jan] byłby to grzech, ale miłość małżeńska ma osobne swoje prawa". I dalej ks. Baranowski pisze, iż "nie dla wygody i swobody lecz dla ważnych przyczyn - [mogą więc małżonkowie] ograniczyć pożycie małżeńskie do tych właśnie [w których poczęcie jest bardzo nieprawdopodobne] dni. Małżonkowie korzystają w tym wypadku z prawa przyrody, dlatego postępowanie ich jest moralnie godziwe.".
Dla uczciwości dopowiem, iż dalej ks. Baranowski podaje, że zdaje mu się, że w obecnym okresie dziejów Polski (1955 r.) "potrzeba nam nie tyle ograniczenia potomstwa, ile raczej plenności jak największej".
4. Niemniej ks. Baranowski wskazuje na dwa problemy, które dotykają małżonków korzystających z dobrodziejstwa miłości cielesnej.
5. Pierwszy to właściwa miara używania celu pierwszego małżeństwa, jakim jest płodzenie i rodzenie potomstwa. Kościół od dawna stanowi - i optyka ks. Baranowskiego nie jest tu nowa - iż małżonkowie dysponując wolną wolą i rozumiem mogą, a niekiedy nawet powinni nakładać na popęd seksualny hamulec. W szczególności powinno mieć to miejsce, by zapewnić odpowiednie wyżywienie i wychowanie oraz odpowiednią "ilość" szczęścia życiowego.
W takich sytuacjach ów hamulec może polegać na:
- nie podejmowaniu współżycia (choć o tym wprost ks. Baranowski nie pisze, jest to jednak dość oczywiste)
- podejmowaniu wszystkiego, co prowadzi do wzniecania małżeńskiej miłości: czułości nawet zmysłowe, które jednak trzymają się w bezpiecznych granicach i "nie posuwają się do ostateczności" (tzw. pieszczoty małżeńskie niekończące się ejakulacją)
- ograniczenia pożycia małżeńskiego do dni niepłodnych, zgodnie z prawami przyrody (tzw. metody NPR).
Zdaniem ks. Baranowskiego są to działania dozwolone i godziwe, mogą być nawet zasługą. I nie tylko sam akt małżeński jest dozwolony i godziwy, ale "także wszystko to co się z nim łączy i do niego prowadzi, a więc spojrzenia, czułości itd. Miłość małżeńska polega właśnie na takiej zupełnej łączności małżonków, tak duchowej, jak i cielesnej" (Małżeństwo, s. 16). Współgra to z optyką już św. Augustyna, który jako zasługujący zdawał się określać nawet te stosunki małżeńskie, które do poczęcia nie prowadziły, o ile były dokonywane w sposób dozwolony (a więc nie wbrew naturze i bez zaniedbywania pracy i modlitwy). Skoro określony akt jest godziwy i dozwolony - to sakrament małżeństwa sprawia, że jest on dla owych małżonków zasługą. Św. Augustyn posługuje się biblijnymi tekstami św. Pawła Apostoła, który wyraźnie przyznaje, że uzupełnia w ten sposób naukę Chrystusową w jej ramach.
6. Drugi problem to chęć nieposiadania więcej potomstwa, mimo możliwości obiektywnych ku temu. Od pierwszego odróżnia go nie obiektywna, lecz subiektywna przeszkoda do dalszej realizacji celu małżeństwa zwanego dawniej "pierwszorzędnym". Rozwiązaniem tego problemu jest również godziwe korzystanie z praw przyrody, czyli przede wszystkim ograniczenie pożycia małżeńskiego do dni niepłodnych. O tym szerzej w jednym z kolejnych wpisów.
Niewątpliwie niegodziwym będzie korzystanie z praw, które nie należą do praw przyrody, jako sprzecznych z prawem natury. Mowa jest tu o antykoncepcji, zwanej dawniej onanizmem małżeńskim. W tym kontekście warto sięgnąć do XIX-wiecznych i XX-wiecznych orzeczeń Penitencjarii Apostolskiej:
respondere S. Paenitentiariae, sous Léon XIII, 16 iunii 1880 .
3148 Q: An praxis matrimonialis tantum diebus permittatur difficilis conceptio?
Respondendum est: Coniuges praedicto modo non impediri, et sententia confessionis de qua agitur, caute tamen suggeri potest illis coniugibus, quos infeliciter a nefario crimine onanismi aliis modis dissuadere conatus est.
Resp. S. Paenitentiariae, sous Pie XI, 20 juillet 1932
3748 Qu.: An licita in se sit praxis coniugum, qui, cum ob iustas et graves causas prolem honesto modo evitare malint, ex mutuo consensu et motivo honesto a matrimonio utendo abstinent praeterquam diebus, quibus secundum quorundam recentiorum theoremata (sc. Ogino-Knaus) ob rationes naturales conceptio haberi non potest? Resp.: Provisum est per Resp. S. Paenitentiariae 16 juin 1880 (DS 3148).
Pyt. Czy współżycie małżeńskie w dni, w które trudniej o poczęcie jest dozwolone?
Odp. Małżonkowie nie powinni być od tego powstrzymywani, i nauka spowiedników o której mowa wyżej może być ostrożnie sugerowana po bezskutecznych próbach odwiedzenia innymi środkami od grzechu onanizmu".
Co ciekawe, w razie braku chęci posiadania dalszego potomstwa (gdy małżonkowie cel tzw. "pierwszorzędny" już zrealizowali), Kościół, ze słusznych i ważnych przyczyn zaleca w pierwszym rzędzie właśnie współżycie w dni niepłodne, zamiast stosowania "innych hamulców", a zatem:
- powstrzymania się od współżycia,
- okazywania sobie czułości zmysłowej w bezpiecznych granicach bez posuwania się do "ostateczności", czyli do współżycia zakończonego orgazmem (spełnieniem płciowym).
Wydaje się jednak, że skoro dozwolone jest współżycie w dni niepłodne, to tym bardziej dozwolone jest powstrzymanie się od współżycia, czy nawet tzw. petting, lecz bez orgazmu (ejakulacji).
Tak też, jako dopuszczalne to ostatnie działanie, podaje za: Lehmkuhlem, Teologia moralna, Pars I l. II, s. 834-836 Stary Duszpasterz, Medycyna pasterska czyli Wiadomości potrzebne kapłanom z zakresu hygieny, fizyologii i patologii : z dodatkiem niektórych kwestyj teologicznych z różnych dzieł i z własnego doświadczenia dla użytku alumnów i młodych kapłanów, Lwów 1900, s. 244-245:
Liciti sunt actus imperfecti, qui ad copulam praeparant vel disponunt, ut tactus, aspectus etc.; nam illi, cui actus consummatus non est interdictus, permittitur quoque eius inchoatio. Imo etsi intentio actum consumatum perficiendi non adsit, quilibet actus imperfecti ex sola voluptate venerea assumpti, secluso pollutionis periculo, non sunt nisi veniale peccatum. Si vero finis est honestus, ut fovendi vel reconciliandi mutui amoris, nullum est peccatum ejusmodi actus exercere, aut ad compartis petitionem eos pati vel ad eos cooperari.
Niedoskonałe czynności przygotowujące lub umożliwiające współżycie płciowego, takie jak dotykanie, patrzenie itp., są dopuszczalne. Komu nie jest zabroniony dokonany czyn, dozwolony jest także jego początek. Ba, nawet jeśli nie ma zamiaru dokończenia rozpoczętego aktu, każdy niepełny akt rozpoczęty wyłącznie dla przyjemności seksualnej, pomijając niebezpieczeństwo ejakulacji, jest niczym innym jak grzechem powszednim. Jeśli jednak cel jest szczytny, jak pielęgnowanie lub pojednanie wzajemnej miłości, nie jest grzechem dokonywać takich czynów ani znosić ich na prośbę drugiego, ani współdziałać.
7. Co oczywiste, czyni się to po to, by odwieść małżonków od niegodziwych i grzesznych środków ograniczania potomstwa, jak antykoncepcja i aborcja. O tej drugiej można przeczytać w "Prawidłach życia chrześcijańskiego".
Jak zauważa o. Bitschnau (Prawidła życia chrześcijańskiego w przekł. ks. J. Janiszewskiego, Przemyśl 1911, s. 37-38), cóż powiedzą (...) małżonkowie przed Sędzią wiecznym, którzy uważają Sakrament małżeństwa za uprzywilejowany, tak dalece, że można w nim przekroczyć własnowolnie prawo natury nieodwołalne, którzy usunęli gwałtem kilkoro dzieci od Boga im przeznaczonych, w tym zamiarze nikczemnym, aby powstrzymać przekwit piękności cielesnej, uchronić się od chorób urojonych, albo uniknąć rozpaczy o dobroci Bożej, że nie będą mogli dać czwartemu, piątemu... dziecku codziennego kawałka chleba!". Bezwzględnie aborcja, bo o niej mowa w tym ustępie, jest złem i niegodziwością, której nie usprawiedliwia ani przeszkoda obiektywna, ani tym bardziej subiektywna. O. Bitschnau wskazuje, że w istocie osoby posuwający się do aborcji, czynią to z subiektywnych wyłącznie względów. Gdy o obiektywnych względach mowa, nie można by nazwać tego aborcją, o czym w zupełnie innym wpisie.
8. Teologowie chrześcijańscy w sprawie ograniczania dzieci zawsze odwoływali się do prawa natury, czy to jeśli chodzi o wzajemne pożycie, czy to o względy dobra małżonków (czułość, zmysłowość) poza współżyciem.
9. Tym samym małżeństwo jest praktykowaniem cnót takich jak: czystość właściwa małżonkom, powstrzymywanie się od czynów sprzecznych z prawem natury (które określa ks. Janiszewski, błędnie, skromnością właściwą stanowi małżeńskiemu; skromność dotyczy bowiem cnoty przeciwstawnej chciwości i w tomistyce odnosi się do chrześcijańskiego sposobu ubierania się (dress code'u)), wstrzemięźliwość - jako wielka zasługa, post, a także korzystanie z rozumu i odpowiedzialności - w przypadku okazywania sobie miłości zmysłowej poza współżyciem czy też współżycia w dni tylko niepłodne.
10. Uregulowanie życia płciowego w powyższych ramach mieści się w jednym z dalszych celów małżeństwa i jest właściwe tylko temu stanowi. W istocie jest to jedyny sposób na uregulowanie jakiekolwiek życia płciowego.
11. Ze swojej istoty wypływa z pierwszego celu, jakim jest sprowadzanie na świat potomstwa, przygotowuje do niego i prowadzi, a także z niego wypływa, wzniecając wzajemną miłość małżonków w procesie wychowywania zrodzonego już potomstwa.
12. Kto zatem pragnie ująć w jakiekolwiek ramy swoje życie płciowe - powinien zawierać małżeństwo. Osoby niepozostające w małżeństwie po prostu życia płciowego nie prowadzą. To też nie mają czego regulować. Podsumowując, pragnienie potomstwa i przekazywanie życia jest pierwszorzędnym znakiem, iż osoba odczuwająca to pragnienie jest powołana do małżeństwa, a tym samym - do ojcostwa lub macierzyństwa. Brak tego pragnienia może wskazywać na powołanie do kapłaństwa, dziewictwa lub do stanu zakonnego.
Komentarze
Prześlij komentarz