Zgodnie z Katechizmem, orientacja seksualna nie jest grzechem (jakakolwiek). Nie jest grzechem odczuwanie popędu płciowego. Nie jest grzechem mimowolne odczucie pożądania względem innych osób, czy to w małżeństwie, czy poza.
Każdy jest wezwany do życia w czystości stosownej do swego stanu. Przez czystość należy rozumieć zachowywanie reguł moralnych w odniesieniu do życia seksualnego (płciowego), co jest związane nierozerwalnie z płodzeniem potomstwa.
I tak na przykład, osoby podejmujące celibat (celibatariusze) są zobowiązani do całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej.
Obowiązek całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej dotyczy wszystkich innych osób, które nie pozostają w związku małżeńskim. Niecelibatariusze mają możliwość wstąpienia w związek małżeński, celibatariusze takiej możliwości nie mają (niezbędna jest dyspensa).
Osoby będące w związku małżeńskim nie są zobowiązane do wstrzemięźliwości seksualnej, czy to całkowitej, czy to okresowej. Możliwe jest dobrowolne podjęcie takiej wstrzemięźliwości.
Tym samym, osoby homoseksualne zachowujące wstrzemięźliwość seksualną, mogą być błogosławione na dalsze życie w pokoju i wzrastanie w cnocie wstrzemięźliwości, jako że w sferze czystości pozostają bez grzechu.
Dotąd nauczanie Kościoła było w powyższej sferze niezmienne i na takich sformułowaniach poprzestawało.
W najnowszej deklaracji Fiducia Supplicans Kościół poszedł krok dalej. Mianowicie zajął się tymi zagadnieniami, które dotąd były podejmowane jedynie przez teologów na poziomie dyskusji i sporów, mając jednakowoż na uwadze, że niektóre z tez teologicznych znajdowały praktyczny wymiar w liturgii Kościoła.
Z jednej strony Fiducia Supplicans porządkuje owe kwestie praktyczno-liturgiczne, z drugiej - niejako przy okazji, ale jest to niezbędne - nie pomija zagadnień moralnych.
Odnosi się bowiem do błogosławieństw mających na celu umocnienie w cnocie par żyjących w sytuacjach nieregularnych (pozamałżeńskich, w tym homoseksualnych). Założenie, które zostało poczynione, to możliwość życia w związku dwojga ludzi, którzy nie mogą w sposób ważny zawrzeć małżeństwa, a jednak decydują się wspólnie żyć (nie wyjaśniono w jakiej formie), podejmując wszak wstrzemięźliwość seksualną.
Wyraźnie zatem odróżniono wstrzemięźliwość seksualną (od czynów seksualnych) od więzi, relacji między dwiema osobami tworzącymi "parę", założywszy możliwość wytrwania we wstrzemięźliwości seksualnej.
Dotąd bowiem w Kościele spierały się trzy, niekiedy cztery prądy poglądowe.
Pierwszy z nich, najbardziej skrajny, twierdzi, że związek, choćby tylko uczuciowy i emocjonalny poza małżeństwem, choćby zakładając wstrzemięźliwość co do (pozostałych) czynów seksualnych, jest grzechem samym w sobie. Wynika to z okoliczności stojących za wyrazem w nawiasie - "pozostałych". Mianowicie, więź tylko emocjonalna już jest czynem seksualnym. Zatem może istnieć wyłącznie w małżeństwie. Jest to pogląd, który przeniknął do katolicyzmu pod wpływem ruchów kalwińskich i prezbiteriańskich.
Drugi pogląd wybrzmiał po trosze w encyklice Familiaris Consortio, gdzie stwierdzono, że możliwe jest ze względu na pewne okoliczności, bezgrzeszne trwanie w związku z drugą osobą "jak brat z siostrą", a więc w tzw. białym małżeństwie, gdzie wprawdzie mimowolnie traktuje się uczucie, to jednak podejmowana jest dobrowolna decyzja o wstrzemięźliwości. Pogląd ten zyskał uznanie jako odwiecznie istniejący, zawsze bowiem dopuszczano do wspólnej kohabitacji, mimo braku przeszkód małżeńskich, osoby bliskie, choćby nie były rodziną. Należy wykluczyć przy tym z takiego uczucia wszystkie aspekty erotyczne czy nacechowane emocjonalnością bliskości cielesnej, która jest zarezerwowana małżonkom. Jest to pogląd stricte katolicki, obecny w Kościele od czasów apostolskich i wywodzi się w prostej linii z tradycji ojców Kościoła.
Ten pogląd bywał i bywa kontestowany i przeradzał się w niekiedy wręcz zanegowanie łączenia się w pary osób niebędących w małżeństwach, dopuszczając sytuacje, o których mowa w encyklice Familiaris Consortio do sytuacji absolutnie wyjątkowych, tymczasowych, których nie da się rozwiązać w żaden inny sposób (do tego stopnia, że praktycznie niewykonalnych). Pogląd ten (trzeci) opiera się na założeniu, że istnienie takiego związku, stanowi bliską i dobrowolną okazję do grzechu, która powinna być całkowicie wykluczona w życiu chrześcijanina. Wystawianie się na bliskie i dobrowolne okazje do grzechu to przeszkoda otrzymania sakramentalnego rozgrzeszenia - traktowana jest zatem na równi z grzechem ciężkim, którego się nie żałuje. Pogląd ten nie ma umocowania w katechizmie, ale opiera się (zaznaczam - opiera się, nie powtarza go) na tradycyjnym nauczaniu wszystkich wieków. Jest on popularny wśród tradycjonalistów (tradycjotów) katolickich, stanowi złagodzoną wersję poglądu pierwszego - ma na celu pogodzenie ujęcia protestanckiego i katolickiego.
Czwarty pogląd to kontynuacja poglądu opisanego wyżej jako drugi. Skoro bowiem łączenie się w pary jest dopuszczalne w sytuacjach wymagających dobra osób sobie bliskich (byli małżonkowie, narzeczeni), to przy takich samych założeniach, możliwe jest łączenie się w pary uczuciowe również osób niezamierzających wstąpić w małżeństwo, ale i nieposiadających przeszkód małżeńskich, jak również mających je z natury (rozwiedzeni, homoseksualiści).
Ten pogląd wydaje się prezentować Dykasteria Nauki Wiary w najnowszej deklaracji Fiducia Supplicans.
Deklaracja nie stoi zatem w sprzeczności z wcześniejszym nauczaniem, ale je uzupełnia (w stosunku do poglądu drugiego) i koryguje błędne teorie dotąd dopuszczalne (pogląd trzeci, i przy ew. przychylnej interpretacji, pierwszy).
Doszło zatem do apostolskiego orzeczenia, iż wspólne życie pary, które może zostać pobłogosławione, nie musi apriorycznie oznaczać nieunikania dobrowolnej i bliskiej okazji do grzechu czy też wystawiania się na pokusy. Każda sytuacja jest bowiem inna i wymaga indywidualnego, we własnym sumieniu, rozeznania. Nie stanowi obiektywnej okoliczności grzechu i okazji do grzechu, związek uczuciowy, bez wszelkich aspektów seksualnych (w tym pocałunków namiętnych, które - zgodnie z orzeczeniami Kościoła - stanowią czyn seksualny), dwóch osób, pozostających względem siebie i wszystkich innych osób, w całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej.
Zdaje się, mając na uwadze wyakcentowanie roli małżeństwa i jego doniosłości, że chodzi wyłącznie o pary, które nie żyją w małżeństwie. Nie jest możliwe zatem błogosławienie par, które zawarły ważne małżeństwo, a podjęły dobrowolną więź uczuciową z inną osobą. W istocie chodzi o osoby niezdolne do małżeństwa, które jednak nie pozbawione są zdolności tworzenia więzi uczuciowych.
W ten sposób ja rozumiem najnowszą deklarację.
Jeśli się mylę, chętnie przeczytam konstruktywną polemikę i zmienię swoje stanowisko.
Komentarze
Prześlij komentarz