W tej serii chciałbym przedstawić kilka wskazówek praktycznych dla celebransów mszy świętych, odprawianych zarówno w dni powszednie, jak w niedzielę. Wskazówki nie są ani komentarzem do rubryk, ani przepisami rubrykami. Są to konkretne porady praktyczne, w jaki sposób, w odniesieniu do określonych ściśle momentów, może zachowywać się celebrans, aby msza była sprawowana zgodnie z rubrykami, a przy tym z najwyższym poziomem godności. Nie będą one ogólnikowe, poprzestające na zgłębianiu teologicznej treści danej czynności czy wyjaśnianiu jej znaczenia, a przez to ograniczające się do stwierdzenia, że należy je sprawować pobożnie i zgodnie z przepisami. To jest jasne. W tych wskazówkach pokażę, jak dotychczasowe wskazania, rubryki i instrukcje przekuć w wykonanie akcji liturgicznej, eliminując przy tym nadużycia.
W niniejszym wpisie skupię się na aspekcie, który bywa zarzutem względem mszy św. Pawła VI, polegającym mianowicie na tym, że w niektórych jego momentach przewiduje się chwile ciszy, które - zdaniem krytyków - według zreformowanych zgodnie z soborowymi zaleceniami rubryk, wychodzą w praktyce sztucznie, i tak jakby nie były na miejscu: nie sprzyjają skupieniu, lecz zamieniają się w pełne napięcia oczekiwanie na jakąś inną akcję liturgiczną. Zresztą, krytyce poddawane są też w ogóle same rubryki dotyczące ciszy sprzyjającej medytacji i skupieniu - wszak cała msza ma sprzyjać takowemu klimatowi.
Nie było zamysłem ani reformatorów, ani ojców soborowych, aby jakiekolwiek elementy zreformowanej przeradzały się w sztuczność, kiczowatość itp. Msza św. Pawła VI nie jest sztucznym wytworem, lecz efektem przemyślanej reformy w duchu wielowiekowej tradycji liturgicznej, choć czerpie też, jak każdy mszał, który powstał w historii świata, z ducha swoich czasów. Dlatego sama okoliczność rezygnacji z nawarstwiania się akcji liturgicznej, (nakładania się czynności) - odrębnej kapłana, odrębnej chóru / wiernych (czy też: zrezygnowania z niektórych części jako tła dla innych) oraz dublowania niektórych czynności celem uwydatnienia ich znaczenia i jedności akcji liturgicznej, powinno być interpretowane raczej jako powrót do tego, co ważne dla współczesnych ludzi, jak i odczytywane zarazem w duchu ciągłości.
Stąd poniższe wskazówki. W tej części skupię się jedynie na obrzędach wstępnych.
- W mszy śpiewanej (na marginesie dodam, że wciąż należy mówić o mszach śpiewanych, jako tych w których kapłan wykonuje swoje części śpiewem - choćby niektóre, w zależności od stopnia - i śpiew tych części warunkuje obowiązkowość śpiewu ludu), na wejście wykonywany jest śpiew. Pierwszeństwo ma antyfona na wejście wraz z odpowiednim psalmem z Graduału Rzymskiego lub Graduału Zwykłego. Jeśli to stosowane, to sam już fakt śpiewu gregoriańskiego na wejście raczej współgra z drogą dojścia asysty do ołtarza i rozpoczęciem mszy. Psalm można bowiem albo śpiewać cały, albo skracać lub odpowiednio wydłużać. Należy więc śpiewać tyle zwrotek, ile potrzeba, między wejściem kapłana z asystą a dojściem do ołtarza, jego okadzeniem i przejściem kapłana do miejsca przewodniczenia. Zakończenie śpiewu po dotarciu do miejsca przewodniczenia jest dla wiernych sygnałem, że za chwilę rozpoczną się obrzędy wstępne; nie ma w takiej sytuacji ryzyka nadmiernego wydłużania momentu rozpoczęcia mszy.
- Jeśli w mszy śpiewanej nie korzysta się z żadnego z graduałów, można wykonać inną pieśń na wejście. Na ogół wystarcza jedna lub dwie zwrotki. Uważam, że przy bogactwie tekstów polskich pieśni, jest to mało. Wierni nie znają pieśni nabożnych. Nie dokona się żadna odnowa liturgiczną czy muzyczna, jeśli co niedziela organista będzie poprzestawać na jednej czy dwóch zwrotkach wciąż tej samej pieśni. Dlatego usilnie zalecam śpiew 5-6 zwrotek i dobór takich pieśni, które tyleż zwrotek mają, wraz z refrenami, przy czym ten można śpiewać co drugą zwrotkę, podobnie jak w przypadku antyfony opisanej w pkt. 1. Taka sytuacja oczywiście może prowadzić do wydłużenia momentu rozpoczęcia, a tym samym wierni staną w pełnym napięcia sygnale, że kapłan lada chwila wykona znak krzyża. Na ogół stojąc w miejscu przewodniczenia jest zwrócony w stronę wiernych. Lud trwa więc w sytuacji, w której patrzy na księdza, a ten z asystą - na lud wierny. Nawet gdyby patrzył na ołtarz, to i tak nie zmieni postawy wiernych, którzy, choćby nie wiem jak mocno byli wykatechizowani mistagogicznie, mimowolnie ich uwaga przy przeciągających się w takiej percepcji zwrotkach, spocznie na kapłanie oczekując od niego jakiegoś działania. Aby tego uniknąć, wyjście jest jedno i nie jest to skrócenie pieśni, zwłaszcza jeśli ta niesie prawdziwą treść wiary. Mianowicie:
- kapłan z asystą udają się do ołtarza.
- Po dojściu do stopni prezbiterium, ministranci z kadzidłem i łódką odchodzą na bok prezbiterium, nie wyprzedzając kapłana.
- Lucyferariusze ustawiają się obok kapłana (i diakona).
- Krucyferariusz albo odnosi krzyż do zakrystii, albo ustawia go obok ołtarza i wraca przed prezbiterium.
- Kapłan staje z diakonem u stopni prezbiterium z pozostałymi ministrantami (u boku - ci z akolitkami).
- wszyscy oczekują przed prezbiterium aż pieśń dojdzie do ustalonej zwrotki.
- W ten sposób wszyscy - lud wierny, jak i liturgiczna asysta z kapłanem, wykonują w pełni skupienia jedną czynność, która wiadomo, kiedy się skończy. Nie ma możliwości "przeoczenia" jakiegoś momentu czy oczekiwania aż ktoś wykona jakąś właściwą czynność, bo jest wtedy wiadomo, że śpiewana jest pieśń.
- Po zakończeniu pieśni, organista albo gra dalej przygrywkę, albo powtarzany jest ostatni refren, co jest znakiem końca śpiewu na wejście, i wtedy asysta udaje się do prezbiterium.
- W mszy recytowanej problem nie wystąpi. Nie ma pieśni na wejście. Wadą jest intonowanie pieśni na wejście, tak jakby chcieć wypełnić niezręczną ciszę. W mszy recytowanej nie ma "niezręcznej" ciszy, co będzie wyjaśnione i opisane ze wskazówkami dalej. W mszy recytowanej, po dotarciu do ołtarza i jego ucałowaniu, kapłan jest zobowiązany odczytać antyfonę na wejście. Powinien to wykonać po chwili ciszy. Nie należy przygotować mszału, kielicha, mikrofonu w miejscu po wejściu do prezbiterium i podejściu do ołtarza a antyfoną na wejście. Chwila ciszy przy ołtarzu lub miejscu przewodniczenia powinna być bardzo krótka.
- Od razu po pozdrowieniu wiernych, należy poczynić wezwanie do aktu pokuty. Odradzam dokonywanie wprowadzeń w misterium, odczytywanie powitań czy opisu dnia świątecznego, podawanie intencji mszy świętej czy objaśnień itp. Należy pamiętać, że rubryka przewiduje w tym miejscu jedynie taką możliwość. Na pewno nie jest to obowiązek. Nie ma on wiele wspólnego z duchem liturgii rzymskiej i należy go raczej odczytywać jako wyjątek od zasady w "zwykłej" liturgii. Są formularze mszalne, które przewidują w tym miejscu wprowadzenie i je należy poczynić zgodnie z nigrykami z tych formularzy. W ten sposób należy odczytywać sens tego miejsca w liturgii. Natomiast w zwykłej mszy, która nie jest obrzędowa, wprowadzenie może wprowadzić niepotrzebne rozproszenie, oderwanie od klimatu sacrum i tajemnicy dnia, w które wprowadziła już przecież pieśń na wejście. Odczytywane lub improwizowane wprowadzenie po pozdrowieniu oznaczałby zdublowanie tej czynności co do charakteru (co jest wbrew soborowym zaleceniom do reformy); niejednokrotnie bywa ono interpretowane przez wiernych również jako "pierwsze kazanie", co przypomina praktykę, którą reforma liturgiczną ukróciła, a którą było głoszenie kazania przed lub po mszy; ewentualnie - jako komentarz, których nadmiaru też należy unikać. Miejsce komentarza początkowego do liturgii jest przed pieśnią na wejście.
- W mszy śpiewanej po pozdrowieniu wiernych dopuszczalne jest odczytanie antyfony na wejście, jeśli nie była wykonywana w śpiewie. Antyfonę na wejście może odczytać nie tylko celebrans, ale też lektor lub kantor, względnie diakon. Zalecam, by antyfonę na wejście odczytywano po pozdrowieniu wiernych przez celebransa jedynie w sytuacji, w której nastąpi po niej III forma aktu pokuty (tropowane Kyrie). Wezwania tropowanego Kyrie może wykonywać w wersji śpiewanej również lektor lub kantor; jeśli tak się stanie, zachowana zostanie spójność, co nie wprowadzi rozproszenia i zamieszania zbyt długim wstępem, powitaniami, życzeniami, komentarzami itp. Nadmienić wypada, że zaleca się używanie III formy aktu pokuty w mszach śpiewanych z asystą niższą.
- Jeśli zdecydowano się na III formę aktu pokuty, to najlepszym wyjściem będzie wykonywanie jej w formie chórowej na jedną ze znanych melodii śpiewu gregoriańskiego. W niedziele w okresie zwykłym tradycyjnie przepisane jest Kyrie Orbis Factor, natomiast na melodię znaną z "Missa de Angelis", co również bywa stosowane w okresie zwykłym, III forma aktu pokuty to Kyrie Rex Aeterne. Miedzy wezwaniem celebransa do pokuty a rozpoczęciem śpiewu nie powinny upłynąć długie chwile. Mszał przewiduje w tym miejscu krótkie milczenie.
- Krótkie milczenie należy zachować również I i II formie aktu pokuty. Zalecam, aby takie krótkie milczenie nie trwało dłużej niż modlitwa "Chwała Ojcu...", a co najwyżej "Ojcze nasz", wypowiedziana w myślach.
- Po akcie pokuty, aż do "Módlmy się" nie ma przerw między kolejnymi częściami czy wezwaniami. Przerwa między "Módlmy się" a kolektą, nie powinna przekraczać przerwy opisanej w pkt. wyżej. W żadnym wypadku między "módlmy się" a kolektą nie należy odczytywać intencji mszy świętej, wprowadzać dodatkowego komentarza ani dopuszczać do głosu wiernych. Jest to czas na "modlitw w milczeniu" jak podaje mszał. Każdy wierny powinien o tym być pouczony (co odbywa się generalnie przez wezwanie "módlmy się") niejako dodatkowo i celem utrwalenia podczas katechezy mistagogicznej, jednakże poza mszą świętą.
- Wszystkie części obrzędów wstępnych powinny być odczytywane lub odśpiewane we właściwym i jednakowym tempie oraz z właściwym tembrem głosu, dostosowanym do akustyki w kościele. W mszy recytowanej tempo to narzuca celebrans - on jako pierwszy zabiera głos. W mszy śpiewanej tempa nie narzuca celebrans, lecz kantor lub chór, i celebrans, poza absolutnie wyjątkowymi przypadkami (np. wyraźne nieprzygotowanie chóru, co niestety rzadko, ale zdarza się), powinien dostosować się do tempa zapoczątkowanego przez kantora lub chór. Jeśli zdaniem celebransa śpiew na wejście jest zbyt przeciągły, powinien on stosownie do swoich możliwości sprawować celebrę wolniej. Jeśli zdaniem celebransa śpiew na wejście jest zbyt szybki, powinien on stosownie do swoich możliwości sprawować celebrę sprawnie. Sposób wypowiadania lub wykonywania części mszy śpiewem powinien narzucić tempo i sprawność całej akcji liturgicznej, wszystkich innych czynności w mszy, a zatem - okadzeń, przygotowania darów itd. W takiej tylko sytuacji w percepcji wiernych wystąpi spójność odczuć, które są odbierane przez nich wskutek działań osób pełniących funkcje liturgiczne.
Komentarze
Prześlij komentarz