Przejdź do głównej zawartości

Kultura klerykalizmu

 Zakochanego w Bogu, w Chrystusie i w Jego Kościele wiernego osacza panująca w tym samym Kościele kultura klerykalizmu. Cechuje się ona, jak zauważyli jezuici w ich czasopiśmie "America", dewaluacją odpowiedzialności na rzecz lojalności. Z własnej codziennej obserwacji Kościoła należy dodać, że w efekcie jej rozprzestrzenienia, pustymi hasłami pozostają takie postulaty jak "apostolstwo świeckich", "inicjatywa wiernych" i tym podobne.

Pokusa wprowadzania kultury klerykalizmu towarzyszyła rządcom Kościoła od początku. Na przestrzeni wieków skutkowało to niekiedy grzechami w postaci papocezaryzmu czy ultramontanizmu, jednak największy triumf kultura ta odniosła w czasach judykalizmu, na początku XX wieku. 

Sobór Watykański II w swej literze jedynie potwierdził, że klerykalizm jest nieomalże obowiązującą doktryną na łonie Kościoła. Z kolei duch Soboru zdawał się temu przeczyć, czego wyrazem stały się tendencje deklerykalistyczne w krajach, w których duch przewyższył literę soboru. Próbowano wdrażać tam zapomniane koncepcje, takie jak świeckie probostwa czy szerokie poparcie dla organizacji katolików świeckich. 

 W Rzymie i w Polsce było na odwrót. Klerykalizm ze swym hołdem dla lojalności i zdejmowaniem odpowiedzialności z kapłanów, stał się nurtem, w którym rozpoznać można "prawdziwego katolika". 

W klerykalizmie to nie sumienie, nie życie moralne i nie stopień wiary, na który katolik ofiarnie wspiął się są podstawą zaufania względem świeckiego. Istotne są przede wszystkim święcenia, formacja kapłańska, bo ona jest podstawą służbowej podległości biskupowi.

To się zaczyna zmieniać w niektórych przynajmniej diecezjach. Okazuje się, że nie brakuje chętnych do święceń diakonatu stałego, do ustanowień posług akolitów, lektorów, katechistów. Że potrzeby duszpasterskie wiernych, którzy łakną Ciała Pańskiego, a nie mogą dojść do Kościoła wykraczają poza pierwsze piątki czy soboty miesiąca. Że brakuje wiernym jutrzni i nieszporów parafialnych, a także, o dziwo, znają więcej pieśni religijnych niźli tylko "Barkę". 

Zarazem: "spada liczba powołań kapłańskich!", alarmują media nie tylko katolickie. Oczywiście mamy niż demograficzny, ale mamy też niż apostatyczny. Pomijam oficjalne apostazje. Jest wiele apostazji "cichych", "praktycznych". 

Pewnie wiele racji miał Benedykt XVI, który jeszcze na długo przed wyborem na papieża wypowiedział słowa słynnego "proroctwa" o "małej trzódce wiernych". 

Obecny kryzys wiary, a tym samym i powołań kapłańskich, bierze się że skutków, jakie przyniósł klerykalizm. Na Zachodzie Europy skutki te przyszły szybciej. Kraje te nie miały zaborów ani zniszczeń II wojny światowej w skali jak dla Polski. Nie były pod butem Moskwy wpierw na 123 lata, później na bezmała lat 40. Stąd i litera Soboru zakonserwowała toczący się od pocz.wieku XX. rak klerykalizmu. Tam, gdzie klerykalizm święcił największe sukcesy, tj. na Zachodzie w czasach przedsoborowych po Soborze Watykańskim I, tam jego skutki ujawniły się zanim literę Vaticanum II dało się w ogóle wprowadzić. Skutki te to kryzys wiary i powołań, który lada chwilę czeka i Polskę, i Włochy (które podobnie jak Polska, miały rewolucję - tyle że w XIX w. - Garibaldiego).

Oczywiście do skutków ducha klerykalizmu należy wyzbycie się odpowiedzialności: za siebie i za wiernych. To jest poczucie kapłanów, że Kościół hierarchiczny ma pierwszeństwo. Gdy duszpasterz zdejmuje z siebie odpowiedzialność za wiernych i przestaje się o nich troszczyć, dzieje się to, co z owcami, gdy pasterz przestaje na nie baczyć: rozbiegają się.

To stało się właśnie na Zachodzie i to dzieje się w Polsce.

Nie muszę już konstatować, że skandale pedofilskie mają swoje źródło w klerykalizmie.

Jak powyższemu zaradzić?

Słuszna zdaje się optyka wielkich papieży, jak Benedykt XVI i wielkich świętych jak św. Benedykt. Symboliczna zresztą jest wymowa ich imion: postacie te to błogosławieństwo dla Europy.

Optyka ta to powrót do miejsca, kiedy wszystko było w porządku. Restytucja. Nie chodzi jednak o cofnięcie ze zniszczeniem tego, co dobre. Należy z naszego kościelnego, prawdziwego dziedzictwa wybrać to, co stare i to, co nowe. Za każdym razem ufać jednak temu, co sprawdzone. I sprawdzeniem tym nie może być lojalność rozumiana jako posłuszeństwo. To nigdy nie był dobry miernik jakości.

Posłuszeństwo bywa cnotą, ale tylko, gdy samo jest podporządkowane dobru.

Czy potrzebujemy więc odnowy / odnowy dobra?w pewnym sensie tak. Nie potrzebujemy rewolucji czy "rabanu". Duch Święty przychodzi w lekkim powiewie.

Potrzebujemy nawrócenia kapłanów, tj. głębokiej zmiany mentalności. Dokona się ona na uniwersytetach, w seminariach, ale też przy biurkach, w bibliotekach parafialnych i na ambonach. Kształcenie i samokształcenie kapłanów pozwoli wyjść z bańki przeświadczenia, że wszystko już jest wiadome. Natomiast do nawrócenia doprowadzi nieideologizowanie powołania w duchu klerykalizmu. Do tego potrzebna jest służba, działanie.

Kapłani! Czekamy na Was! Odważcie się przychodzić do nas i zabierać nas ze sobą w piękną drogę wiary w Chrystusa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak sprawować ciemne jutrznie w liturgii rzymskiej (wg św. Pawła VI)? Wielki Czwartek

  Tytułem wprowadzenia :   ciemne jutrznie (łac. Tenebrae) sprawowane są od wieków (udokumentowane teksty obrzędów to III-IV w.) w Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Staropolską nazwą "jutrznia" nazywano część godzin kanonicznych nazywanych "Matutinae", które w nomenklaturze po reformie po Vaticanum II nazwnao "Godziną czytań". Sprawowano je wraz z "Laudesami", czyli - w nowym tłumaczeniu - "jutrznią". Godzina czytań jest zatem zgodnie z tradycją w okresie Triduum Paschalnego nierozerwalnie złączona z jutrznią. Co istotne, w tych dniach w prymie pomijano Martyrologium; nie należy go zatem dodawać na zakończenie jutrzni. Ciemne jutrznie mogą być z powodzeniem sprawowane jako publiczna modlitwa Kościoła przez wiernych świeckich. W większości kościołów parafialnych są niestety pomijane, rozwijający się, choć z różnorodnym dynamizmem ruch liturgiczny nie dotarł jeszcze do większości parafii. Tam, gdzie się odprawia, często zapo...

Obrzędy liturgiczne, które wciąż są nieodkrytą nowością

  Już jutro wrzesień. Życie chrześcijan wyznających religię katolicką powinno obfitować w owoce wielu łask zsyłanych przez Boga. Skoro zaś liturgia jest źródłem i szczytem tego życia, to najlepsze z tych łask, najwyższa forma boskiej miłości, jest udziałem katolików we wrześniu w sposób szczególny. Obrzędy tego miesiąca powinny przyciągać do kościołów wiernych rozmaitością i ich znaczeniem budować i pobudzać pobożność własną, przygotowując wszystkich do życia wiecznego. Tak się na ogół jednak nie dzieje. Wrzesień nam powszednieje, jak każdy inny miesiąc w roku. Nie potrzeba tymczasem wymyślnych inicjatyw duszpasterskich. Kościół sam podaje normy, w jakich należy kształtować życie liturgiczne. Wystarczyłoby zatem jedynie odkurzyć zapomniane już, a nieodkryte przez większość kapłanów, zwłaszcza proboszczów, księgi liturgiczne Kościoła Rzymskokatolickiego (gdyż to tego obrządku będzie dotyczyć tekst niniejszy). Jako pomoc i ułatwienie w tym zabieganym świecie, dla księży i innyc...

Co na temat masturbacji w sposób pełny i ostateczny głosi Chrystus Pan ustami całego Ludu Bożego zgromadzonego w Kościele Świętym?

 "Często poddaje się dziś w wątpliwość lub bezpośrednio kwestionuje tradycyjną naukę Kościoła katolickiego, według której masturbacja stanowi poważne nieuporządkowanie moralne. Mówi się, że psychologia i socjologia wskazują, że zwłaszcza u młodzieży masturbacja jest powszechnym elementem dojrzewania seksualnego, a więc nie ma w niej rzeczywistej i ciężkiej winy, jak tylko w wypadku, gdyby ktoś rozmyślnie oddawał się przyjemności zamkniętej w sobie («ipsatio»), ponieważ w takim przypadku czyn całkowicie przeciwstawia się wspólnocie miłości między osobami różnej płci, która jest właściwym miejscem użycia władz seksualnych. Taki jednak pogląd jest sprzeczny z nauczaniem i praktyką duszpasterską Kościoła katolickiego. Bez względu na wartość niektórych uzasadnień o charakterze biologicznym lub fizjologicznym, którymi niekiedy posługiwali się teologowie, w rzeczywistości zarówno Urząd Nauczycielski Kościoła wraz z niezmienną Tradycją, jak i zmysł moralny chrześcijan stanowczo stwierdzaj...